Jest wiele szkół tresury psów. Jedni kuszą ulubieńców smakołykami, inni wprowadzają rygor opierając szkolenie zwierzaka na szacunku, bądź czasem na strachu. Mnie najbardziej sensowną koncepcją wydaje się ta wysnuta przez Jan Fennel, którą przedstawia obszerniej w swojej publikacji zatytułowanej – „Zapomniany język psów”. Autorka jest trenerką psów brytyjskiego pochodzenia i w swoim dziele przedstawia dość innowacyjne podejście do tworzenia relacji z czworonogami. Należało by wspomnieć, że sam pomysł na zastosowanie mechanizmów, o których będzie obszerniej za chwilę, nie spadł jej jak grom z jasnego nieba. Inspiracją dla nowej metody był Monty Roberts, który na co dzień zajmuje się ujarzmianiem dzikich koni. Jak na razie jeszcze nie wiecie, o czym mowa? Na czym miałaby polegać owa innowacyjność i zmiana w podejściu do tresury? Spieszę z wyjaśnieniami.

Po latach obcowania ze zwierzętami obydwoje wymienionych powyżej treserów zdało sobie sprawę z dość logicznej rzeczy. Zwierzęta domowe, takie jak konie i psy, już od wieków stanowią część świata ludzi, jednakże pochodzą one ze świata natury i jako takie powinniśmy je traktować. To, że udało nam się je oswoić i zaadaptować do domowych warunków nie oznacza wcale, że myślą ona jak my i że zostały z nich całkowicie wyparte pierwotne instynkty. Mechanizmy, podług których uporządkowane było ich życie na wolności. Przodkowie zwierząt domowych, zarówno psów jak i koni, żyją na wolności w ściśle określonych strukturach społecznych zwanych przez biologów stadami. Nie wiem jak w przypadku koni, ale w przypadku wilków, które są przodkami naszych domowych pociech, struktura ta prezentuje się następująco:

Na czele stada stoi para alfa. Jest ona swoistym przewodnikiem, który troszczy się o grupę. Samiec alfa jako jedyny samiec w stadzie ma prawo do kopulacji. Broni on stada przeganiając potencjalnych rywali oraz przewodzi jemu w trakcie polowań. Jako pierwszy zaspokaja głód po złapaniu zwierzyny. Jest on najważniejszy i to jemu podlega całe stado.

Właśnie na tym zjawisku opiera się metoda stosowana przez autorkę. Wpadła ona na pomysł, aby w przypadku swojej gromadki psiaków, postawić się w roli alfy. Wiąże się to chociażby z tym, że psiaki jedzą jedynie wtedy, kiedy jej rodzina się posili. Na przykład po tym jak jej rodzina zje obiad, napełniane są miski zwierzaków. Oczywiście nie jest to jedyny wymóg, aby dowiedzieć się więcej polecam zapoznanie się z książką „Zapomniany język psów”, która szczegółowo przedstawia tą metodę obcowania z czworonogiem. Sposób ten okazał się skuteczny nie tylko w przypadku jej stada, ale także w licznych przypadkach opisanych w książce. Pies nie może myśleć, że to on przewodzi stadu, gdyż wtedy pod nieobecność właścicieli odczuwa on niepokój związany z tym, że nie może go chronić. Zapraszam do zapoznania się z lekturą. Pomogła ona już wielu ludziom i być może pomoże także i wam.